List nr 5 do Stanisławy Walczak

Przemyśl, 10 XI 1930

Przyjmij od Twojej lichej siostrzyczki najserdeczniejsze życzenia imienne: Niech Bóg w swej hojności zsyła Ci ustawicznie strumienie łask swoich, byś idąc przez życie najeżone tylu trudnościami, przeszła jak lilia biała, pełna woni cnót Jezusowych. Byś jak ptaszę, choć zamknięte w więzieniu ciała, wzlatywała ustawicznie myślą i sercem w zaświaty, by[ś] tam głosem oblubienicy i wybranki Bożej nuciła Mu ustawicznie pienia miłości. Modlę się codziennie za Ciebie, a specjalnie podczas nowenny do św. Patrona Twego, byś była cichą apostołką wpływu, byś jak najwięcej dusz pozyskała dla Jezusa i Matuchny naszej. Wiem, że Ty też tego pragniesz, bo drożyną miłości pojedynczo biec nie można. Zwłaszcza dusze wielkie, ofiarne, jaką Tobie Stasiuchno dał Pan Bóg - te z powołania muszą apostołować, choćby żyjąc wśród świata, a obecnie żąda Ojciec Święty [Pius XI] od ludzi na świecie żyjących przede wszystkim apostolstwa. A czy Ty Stasiu modlisz się o to, bym ja była misjonarką? Ja tak ufam, że mi Pan Jezus udzieli tej łaski, jeśli Go Stasia o to prosić będzie.

Moja Stasieńko! Do wiązanki życzeń imiennych dołączam parę wierszyków (oczywiście bez wartości poetycznej), by Ci sprawić przyjemność, bo o Matce Niepokalanej piszę. To najmilszy przedmiot do poetyzowania. Piszę jednak pod warunkiem, że mi Stasia przyśle swoje piosenki i wierszyki.

Tak kocham Mario Twe Święte Imię,
Że je uwiecznić chciałabym w rymie
Toż zamknąć chciałabym w swojej duszy
Potęgę ducha wszystkich geniuszy.
Pieśni mej nada i siłę boru
I śpiewność ptasząt, rzewność wieczoru,
By tylko wsławić Twe Matko Imię,
By je uwiecznić w pieśni i w rymie.

[...] Widzisz Stasiu, taki to ze mnie pisarz, zupełnie do niczego, ale Matkę Najświętszą kocham bardzo, więc co umiem to piszę. [...] Jeżeli wiesz coś Stasiu o Pani Marii Helińskiej napisz mi, ja tak często o niej myślę, zawsze ją znajduję przy Sercu Maryi razem z Tobą Stasiu. Szczęśliwa się czuję, że Mi Pan Bóg pozwolił poznać się i rozmawiać ze swoimi wybranymi i świętymi już tu na ziemi - czyś nie mogłabym nazwać tego obcowaniem świętych na ziemi? Tu, w gronie Sióstr znajduję także takie wielkie, ofiarne dla Boga dusze. Doprawdy nie wiem, jak Bogu za wszystko dziękować. Słów mi brakuje. Zapożyczam je od Panienki Niepokalanej z Jej wspaniałego "Magnificat", bo ten hymn chyba najmilszy Bogu. [...]

List nr 4 do Stanisławy Walczak

[Przemyśl, 9 VI 1929]

Mój list był już zaklejony do Ciebie, a tu nadspodziewanie otrzymuję od mojej Stasi list taki, jakiego pragnęłam - duży, a cały o Matce Najświętszej, o miłości niepomiernej dla Niej. Jak ja się cieszę wszystkim, co się odnosi do Maryi Niepokalanej, wszystkim, co o miłości mówi! Słowo "miłość", które Ty podkreśliłaś Stasiu, jest dla mnie muzyką najsłodszą, płynącą wprost z Serca Bożego, od przedwiecznej Miłości. Słucham jej zawsze z rozkoszą i próbuję do tej muzyki nastrajać struny swej duszy. Nie umiem jak Ty śpiewać tej niebiańskiej pieśni, ale jak mała ptaszyna, co ledwie kwilić poczyna, nucę o każdej dnia porze, przedziwne drogi Boże. Jezus zna dobrze tę piosnkę, jej każdy dźwięk i zgłoskę. Maria jest mą Mistrzynią i łask rozdawczynią. Jak to dobrze mieć taką Matuchnę, która jest Matką pięknej miłości, która zatem może dać nam doskonałą miłość Boga i bliźniego.

Wczoraj na lekcji fizyki, uczyłyśmy się o rozszerzalności ciał pod wpływem ciepła. I pomyślałam sobie, że tak samo jest w życiu duchowym; skoro miłość Boża spotęguje się w duszach naszych, to ona się rozszerza na bliźnich, na wszystkich. Tak postępuje Stasia, kochając Jezusa i Maryję, kocha między innymi mnie biedną, a ja z tego korzystam, bo mi wyprasza wiele... a to wiele zobaczy kiedyś sama, gdy będziem już u Pana. Powiedz Stasiu ode mnie Matce Najświętszej, że Ja bardzo kocham, że chcę być apostołką i poproś Ją, by mnie, jak Ciebie, uczyła miłości. "Bóg zapłać" Ci Najdroższa Stasiu za każde słowo w tym liście. Ale wiesz, jak prawdopodobnie aż w lipca będą w Starej Wsi, jeszcze jeden list od Ciebie byłby mi bardzo drogi. Chyba, że bardzo nie masz czasu, muszę się umartwić i czekać aż [do spotkania w] Starej Wsi.